Rabbit proof fence (Płot na króliki)

Share the joy
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Rabbit proof fence.

Nie będę pisał tu o filmie pod tym samym tytułem, aczkolwiek przedmiot rzeczy jest ten sam.

Tablica ostrzegawcza przy jednej z bram.

W 1880-tych latach kiedy to anglicy wkroczyli na kontynent australijski w okolicach dzisiejszego Melbourne przywlekli ze sobą króliki i zające z Europy. Wielkodusznie wypuścili je na wolność. Króliczkom tak się tutaj spodobało, że zaczęły się rozmnażać w tempie zawrotnym (jak to króliki) i podbijać cały kontynent.Dosyć prędko stały się plagą a rolnicy zaczęli zastanawiać się w jaki sposób zapobiec migracji tych jakże przemiłych zwierzątek na północ i zachód kontynentu. Jak to w Australii bywa wpadli na pomysł genialny – ZBUDUJMY PŁOT. Jak postanowili tak zrobili. W Australii Zachodniej w latach 1901 – 1907 postawili jakieś 3ooo km płotu, natomiast niedaleko granicy Queensland z Nową Południową walią następne kilka tysięcy km płotów i płotków.
Sens to miało raczej znikomy, bo króliki już były po drugiej stronie płotu, ale nie to było istotne – najważniejszy był cel, cel odgrzodzenia się!
Pierwotnym zamysłem było powstrzymanie królików, aczkolwiek przy okazji płot uniemożliwiał migrację innych zwierząt – głównie Dingo, które polowały na owce.
Tyle historia. Z biegiem czasu wiekszość płotu popadła w ruinę z powodów głównie finansowych. Obecnie na utrzymanie kilkuset kilometrów płotu na granicy QLD i NSW rząd wydaje co roku jakieś 2 miliony dolarów. Raz w tygodniu jeżdżą wzdłuż płotu patrole sprawdzając jego stan oraz wykonują niezbędne naprawy.
W Queensland zabronione jest posiadanie królika chyba, że oskubany w zamrażarce, albo na rondlu w potrawce. Jeśli cię przyłapią z żywym możesz słono zapłakać płacąc karę do 30000 dolarów. Notabene nie jest niczym zaskakującym jeśli szarak przebiegnie ci drogę. No ale umówmy się, że w QLD królików nie ma! I tej wersji się będziemy trzymać!!!

Rabbit proof fence (Płot na króliki)

Share the joy
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Tagged on:             

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *