fbpx

Woreczek z wizami do Australii

Share the joy

Rokrocznie rząd Australijski ustala ile w danym roku finansowym zostanie przyznanych wiz dla obcokrajowców. W ministerstwie od imigracji sprawdzają sytuację ekonomiczną Australii, braki w zatrudnieniu w różnych sektorach, sytuację geopolityczną kraju, itd, itp. Woreczek z wizami na dany rok ma ograniczoną pojemność – na rok finansowy 2012-2013 (rok finansowy w Australii trwa od 01 lipca do 30 czerwca roku następnego) uszyli worek na 190.000 wiz, z czego 129.250 na emigrację zawodową, oraz 60.185 na emigrację rodzinną. Temat dotyczy jedynie kategorii wiz, które są ilościowo ograniczone na dany rok. Przykładowo – ilość wiz studenckich, turystycznych, bądź małżeńskich nie jest ograniczona w żaden sposób. Nie powiedzą przecież studentowi, że ma aplikować za rok, albo partnerowi/ce – poczekaj z rok albo dwa za granicą zanim Ci pozwolimy się połączyć z wybrankiem/ką Twojego serca, ani tym bardziej turyście, który chce wydać pieniążki – przyleć pan/pani za rok.
Jak co bardziej dociekliwi pewnie zauważą 129.250+60.185 nie równa się 190.000. Otóż jest jeszcze jedna kategoria wiz, która jest również ilościowo ograniczona na dany rok. Nie będę się tutaj o niej rozpisywał.
Jak widzicie z powyższego wiza studencka nie jest jedyną „opcją na emigrację do Australii”, tak jak wielu z was sugeruje. 129.250 to pokaźna liczba jak na jeden rok. Z prostej matematyki wynika, że 354 osoby dziennie otrzymują wizę do Australii na podstawie kwalifikacji zawodowych. Wnioski z powyższego wyciągnijcie sami…

Komentarze do wpisu również mile widziane.

Pozdrawiam
Karol Nowak Australia

Woreczek z wizami do Australii

Share the joy
Tagged on:     

8 thoughts on “Woreczek z wizami do Australii

  • 16 maja 2012 at 21:25
    Permalink

    Uuuu… szykuje się walka „kobiet” w błocie 😉

    Nie no żartuję, fajnie tak poczytać interesującą dyskusję na temat i dowiedzieć się jak inni zaczynali i co się w tym kraju dzieje i zmienia. Sama jestem na wizie 457 więc wzasadzie nie mam nic do powiedzenia co do „innej” emigracji oprócz sponsorowanej.

    Reply
  • 16 maja 2012 at 07:35
    Permalink

    Hej Przemo.
    Maglujemy ten temat juz z 5 lat. Upierasz sie, ze nie ma emigracji przez edukacje i nie masz pojecia jakie rzesze imigrantow zaczynaja z wiza studencka i koncza z PR. Nic sie nie skonczylo tylko jest znacznie bardziej skomplikowane. 6 lat temu, byle kto mogl przyjechac z 15 tys dolarow, zrobic 2 miesiace angielskiego, roczny kurs kucharza czy fryzjera w tym samym kanapowym collegu, zdac Ielts na 5 czy jakos tak i dostac PR w 3 miesiace. To sie skonczylo.
    Tymczasem nadal jest ogromna furtka poprzez wizy sponsorowane, nawet dla kucharzy w pewnych regionach. Pracodawcy sto razy chetniej pomoga osobie ktora ma lokalne wyksztalcenie i doswiadczenie niz komus kto wyslal maila.
    Najprostrzym sposobem znalezienia sponsora to przyjazd na wizie studenckiej, z niepelnym lub pelnym (dla malzonka studenta masters) pozwoleniem na prace, odbebnienie procedury dziesiatek CV i kilku interview, potem kilka miesiecy pracy. Zazwyczaj okazujemy sie niezastapieni i pracodawca sam placi za wize sponsorowana.
    Wszystko dalej opiera sie na konkretnym zawodzie i opiera sie to na papierach przywiezionych ze soba (np dyplom inzyniera z Polibudy) lub uzyskanych tutaj (np dyplom ksiegowego)
    Prosze Cie Przemku nie wracaj juz do tematu kresu „emigracji przez edukacje”, bo to nie jest prawda i tyle.
    Dwa tygodnie temu moi znajomi polecieli do NZ wsteplowac wizy PR, a rok wczesnie z dwojka malych dzieci wyladowali na wizach studenckich w Australii. Zrobili dokladnie tak jak napisalem powyzej.

    Reply
    • 24 maja 2012 at 12:43
      Permalink

      Bardzo chciałam dołączyć się do romowy, ale już nie chcę 🙂

      labradorianin wypowiedział się za mnie 🙂
      Pozwolę sobie tylko raz jeszcze zacytować to co najbardziej mi się podobało:
      „Nic sie nie skonczylo tylko jest znacznie bardziej skomplikowane”
      „Pracodawcy sto razy chetniej pomoga osobie ktora ma lokalne wyksztalcenie i doswiadczenie niz komus kto wyslal maila.”
      „Dwa tygodnie temu moi znajomi polecieli do NZ wsteplowac wizy PR, a rok wczesnie z dwojka malych dzieci wyladowali na wizach studenckich w Australii”
      pozdrawiam!

      Reply
  • 15 maja 2012 at 13:37
    Permalink

    Karol, rozumiem, że jest potrzeba zarobić, ale trzeba ludziom powiedzieć uczciwie: nie ma już czegoś takiego jak „emigracja przez edukacje”. Na wstępie sprawdza się, czy delikwent jest „genuine temporary entrant”, a jak nie jest to wizy może z łatwością nie dostać, nawet takiej tymczasowej i beznadziejnej.

    Reply
    • 16 maja 2012 at 07:58
      Permalink

      Zastanawia mnie rowniez twoja pogarda Przemku dla zawodu agenta imigracyjnego. Czy gardzisz rowniez hydraulikiem, ktory bierze pieniadze za przepchanie kibla zamiast powiedziec przez telefon jakie narzedzie nalezy kupic w Bunnigs’ie i zrobic to samemu? Czy gardzisz tez taksowkarzem, ktory bierze pieniadze za podwiezienie na stacje zamiast powiedziec delikwentowi, ze taniej i zdrowiej jest isc na piechote.
      Na obyczaju korzystania z wszelakich uslug, opiera sie dobrobyt cywilizacji zachodnich. To typowa, zasciankowa polska mentalnosc, zeby byc takim cwaniakiem co „umi” wszystko sam i nienawidzi dac innym zarobic , a jednoczesnie przeklina ze inni jemu nie daja zarobic.

      Reply
      • 16 maja 2012 at 11:10
        Permalink

        @Lab: Któryś to już raz kiedy posądzasz mnie o jakieś niestworzone rzeczy. Ja nie mam nic do agentów migracyjnych, bardzo potrzebny zawód. Nie mam też nic przeciwko agentom edukacyjnym (bo to osobna profesja).
        Jednak jak każdy sprzedawca mają jedni i drudzy pewną przypadłość: zachwalają swój produkt i niekoniecznie chwalą się jego wadami. To jest zupełnie naturalne postępowanie i nawet się zbytnio nie dziwię.
        Gdy np. idziesz kupić dom na aukcji to sprzedawca również stara się go pokazać z jak najlepszej strony. Agencja wstawi odpowiednie meble, zrobi zdjęcia takie żeby dom wyglądał na 2 razy większy niż jest. Jednak gdy ty chcesz dom kupić to zatrudnisz niezależnego fachowca, który sprawdzi ci ten dom technicznie, znajdzie kopiec termitów lub zapadnięty stempel. Wtedy gra ze sprzedawcą jest znacznie uczciwsza.

        Otóż w przypadku agentów edukacyjnych taka jest właśnie moja rola. Oni mają towar sprzedać, a ja stoję za plecami i sprawdzam czy mają ukryte karty. Nie widzę w tym nic złego, bo przecież nie mają nic do ukrycia, nieprawdaż?

        Teraz do meritum:
        1. Termin „genuine temporary entrant” pochodzi z departamentu IMMI (http://www.immi.gov.au/students/_pdf/2011-genuine-temporary-entrant.pdf) i oznacza ni mniej ni więcej, że wiza studencka jest TYMCZASOWA i że student WROCI do swojego kraju po skończeniu kursu. Jeśli masz wątpliwości to przeczytaj jeszcze raz załączony dokument. Znam osobiście przypadki osób, którym wizy studenckiej odmówiono, bo zaistniało przypuszczenie, że chcą w Australii pomieszkać dłużej. Wniosek: formalnie patrząc nie ma już „emigracji przez edukację”. Myślę też, że używanie tego sformułowania przez agentów migracyjnych jest jawnym łamaniem prawa i skończy się tak, że IMMI dobierze się do tyłków (licencji) agentów którzy to robią.
        2. Kilka lat temu (w Twoich czasach) było tak, że kupowało się kurs na fryzjera lub kucharza i po dwóch latach można było dostać na tej podstawie PR. Teraz zmieniło się to w kilku miejscach:
        A. Kucharz i fryzjer wylecieli z listy SOL i teraz kursy na zawód uprawniający do PR kosztują dużo, dużo więcej.
        B. Po skończonym kursie trzeba odbyć praktykę zawodową, która dopiero uprawnia do składania papierów na PR.
        W rezultacie okres przebywania na wizie studenckiej wydłużył się z 2 do jakichś 5-6 lat, a koszt całkowity wzrósł niepomiernie, czyniąc całą procedurę praktycznie nieopłacalną.
        3. Zostaje więc wiza studencka jako metoda na legalne przebywanie w Australii i załatwienie INNYMI SPOSOBAMI innego rodzaju wizy (np. 457). Ja znam osoby, które zrobiły to samo na wizie turystycznej, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy aby nazywać to „emigracją przez turystykę”.

        To tyle. Jakby agenci w ten sposób stawiali sprawę to bym sie nie wypowiadał.
        W tym miejscu podziękowania dla Karola, że w ogóle to u siebie puszcza, bo inni agenci (prowadzący znane strony) w takiej sytuacji zwyczajnie posty wywalają, a ja muszę je publikowac u siebie ;).

        Pozdrawiam gorąco całe Queensland.

        Reply
        • 16 maja 2012 at 12:56
          Permalink

          Czemu mam nie puszczać?
          Dopóki nikt nie obraża Boga i Królowej oraz nie rani moich uczuć osobistych niechaj się wypowiada – byle w temacie i bez spamowania.
          Pozdrawiam
          Karol

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *