fbpx

Dyskryminacji w Australii mówimy – NIE!!!

Share the joy

Australia jako kraj wielokulturowy ma niemałe problemy z ustaleniem własnej tożsamości. Jako młoda demokracja praktycznie jest na etapie raczkowania w temacie zarządzania krajem. Wszelkie zasady rządzenia zostały żywcem przeniesione z Anglii, co więcej Sąd Najwyższy znajduje się wciaż w Anglii – jeśli wszelkie sądy australijskie nie są w stanie osiągnąć praworządnego wyroku istnieje możliwość odwołania się do najwyższej instancji, która znajduje się w Anglii. W ciągu kilku ostatnich lat chyba tylko 2 albo 3 razy odwołano się tamże. Coś mi się wydaje, że tamtejsi sędziowie o sprawach w Australii  mają takie pojęcie jak eskimosi o problemach murzynów afrykańskich co skutecznie odstrasza potencjalnych odwołantów, no i oczywiście odległość też nie działa na korzyść, no ale – takie prawo australijskie jest i przestrzegać go trzeba! (Potwierdzone – od 1996 – bodajże- nie można się odwołać do sądu w Anglii)
Z jakichś ogólnie rzecz biorąc nikomu formalnie nie znanych powodów w rządzie siedzą chyba wyłącznie osobnicy rasy kaukaskiej, mimo że potomstwo europejskich protoplastów raczej nie stanowi tutaj znakomitej większości. Nie wiem czy „kolorowi” nie garną się do polityki, czy po prostu do niej dopuszczani nie są. Co ciekawsze podczas wyborów „głowy państwa” faktycznie głosuje się na partię popierającą danego kandydata, a nie na niego samego. Partia rządząca z różnych względów podczas swoich rządów, może podziękować swojemu liderowi za odwagę i na jego miejsce wypchać kogoś innego – co się wydarzyło podczas przedostatniej kadencji z Kevinem Ruddem, który z nie do końca jasnych przyczyn musiał odstąpić swój cieplutki stołek mojej ulubienicy Pani Julii Gillard. Idąc dalej parę lat wcześniej John Howard, który w ciągu 10 lat swoich rządów (2 kadencje) trochę poukładał klocki w tym kraju i kiedy to znów miały być wybory i był niemal pewniakiem – stwierdził lakonicznie, że w czasie następnej kadencji jeśli zostanie wybrany prawdopodobnie pójdzie na emeryturę i odstąpi swoje rządy komuś innemu z partii, no to się ludzie trochę zgarbili, i stwierdzili, że tak się bawić nie będą, w związku z czym Johnny ledwo, ledwo przegrał z Kevinem Przepraszającym pierwszym Wielkim. Zmierzam do tego, że taki Prime Minister (premier) Australijski to pewności żadnej nie ma czy posiedzi długo na stołku. Połapać się w tym wszystkim nie sztuka… Jedno jest pewne – po latach wzajemnej nienawiści emigrantów różnych nacji wobec siebie rząd kilka lat temu w końcu postawił sprawę jasno i zdecydował, że wszelkiego rodzaju dyskryminacji mówimy stanowcze NIE!!! (a propos – Kopernik też była kobietą)
Harassment (molestoeanie, niepokojenie, dokuczanie), bullying (zastraszanie),  discrimination (dyskryminacja) na tle wieku, niepełnosprawności, ciąży lub urlopu macierzyńskiego, rasy, religii, orientacji seksualnej, transseksualizmu, itd, itp są uważane wręcz za przestępstwa, a za żart typu „jak pierdzi młody pedał…” można z roboty wylecieć z hukiem w trybie natychmiastowym, i słusznie. A po cholerę to piszę – bo pojawiło się u mnie w robocie ni z tąd ni z owąd 20 filipińczyków a w tydzień po nich zawitał zarząd firmy z Sydnejewa z pogadanką na temat jak to nie wolno dyskryminować ludzi za ich odmienność. Czyżby ktoś o tym nie pamiętał, czy po prostu w zarządzie boją się, że Oziki (może coś o polakach słyszeli) pojadą sobie po „nowych” – no kurcze nie wiem. Jednakże poprawność polityczna zachowana do granic niemożności została.

A poza tym po 4 miesiącach bez deszczu – pada już 4-ty dzień. Niech pada, przynajmniej noce już nie takie zimne a i storczyk zawitnął w donicy na dworze.

Pozdrawiam
Karol Nowak

Dyskryminacji w Australii mówimy – NIE!!!

Share the joy

6 thoughts on “Dyskryminacji w Australii mówimy – NIE!!!

  • 8 września 2011 at 15:36
    Permalink

    Niee.. Nie można się odwoływać do żadnego sądu w Wielkiej Brytanii, to było długie lata temu, nic podobnego nie miało miejsca pod koniec ubiegłego i w tym wieku, nie ma takiej możliwości.

    Reply
    • 9 września 2011 at 13:59
      Permalink

      Formalnie w konstytucji taka możliwość wciąż istnieje. Teoretycznie tylko, bo na takie odwołanie musiałby zgodzić się Sąd Najwyższy w Canberze, a ten nie jest skłonny się zgadzać i od lat takie sprawy nie miały miejsca.
      Z czego wynika, że australijska niepodległość jest też tylko „de facto”, hehe.

      Z ciekawostek: istniał kiedyś dość zaciekły spór graniczny między stanami Wiktoria i Australia Południowa. Ostatecznie został rozstrzygnięty przez sąd w Londynie na korzyść Wiktorii. Działo to się już w okresie istnienia Federacji, bo w roku 1914.

      Reply
    • 1 września 2011 at 22:21
      Permalink

      nie, ona zyje w „zwiazku de facto”

      Reply
    • 3 września 2011 at 12:47
      Permalink

      P.S. Wczorajsza rozmowa parlamentarzystow Australian Labor Party w Canberze: ’- We will stick with her until the end! – The end of what? – The end of the nife.’

      Reply
  • 31 sierpnia 2011 at 23:32
    Permalink

    Gwoli scislosci – Panna Julia Gillard.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *